Jarmarkowo;)
W Niemczech adwent to czas jarmarkow- nawet gdy ktoś unika takich imprez to chcąc nie chcąc jest na bieżąco... Ja osobiście lubie, choć po latach początkowy zachwyt ostygł i robię się wybredna...
W jakiś sposób jest to związane z możliwościami finansowymi- pamiętam że kiedyś wiele rzeczy mnie zachwycało, ale bylo za drogie, dzis gdy mogę sobie pozwolić malo co przyciąga mój wzrok na dłużej... Wiec w sumie jemy, pijemy i stoimy pod karuzela (bo to jeszcze corke bawi;) Ale tak czy owak jest bardzo przyjemnie i świątecznie...
Od zeszłego roku probuje połączyć jarmarkowanie z poznaniem innych okolicznych miejscowosci- w ubiegłym roku bylismy na słynny Striezelmarkt w Dreznie, w tym roku w Cottbus (po ponad dziesięciu latach oglądania dworca w tym mieście zobaczyłam centrum). W przyszłym roku mąż namawia na Hamburg (akurat był w delegacji w okresie swiatecznym) - udekorowane miasta wyglądają pięknie.
Oczywiście to konsumpcja itd ale bardzo urokliwa. W tym roku zachwycił mnie jarmark w Köpenick, Weinachtsinsel (swiateczna wyspa) - faktycznie na wysepce, na dziedzińcu barokowego pałacyku myśliwskiego Hohenzollernow, dekoracje, światła i muzyka na zywo- bajka...
Niezmiennie ładne są jarmarki w centrum- pod czerwonym ratuszem (z lodowiskiem wokół fontanny Neptuna) i na Gandarmenmarkt - ale bardziej zatłoczone co trochę psuje przyjemnosc:
Tak czy owak okazja do spacerów jest....
A poza tym proza życia, ja kończyłam rok na uczelni, corka walczyła z klasowkamj(dwie w ostatnim tygodniu). W sobotę lyzwy i pieczenie ciast, wczoraj sprzatanie I podróż.
I już jesteśmy w Polsce, pociag spóźnił się ledwo 15 minut (co jest sporym sukcesem). Kot zniósł podróż idealnie - prawie całą przespał czasem wyciągając uroczo łapkę- myślę że ludzie w przedziale mogli zacząć rozwazac sprawienie sobie kociaka(skoro to takie bezproblemowe, że nawet pociagiem jedzie:) ale dzis rano obudził nas po piatej;)
Czeka nas choinka, trochę zakupów, odbiór mamy etc większość ciast upieczoną, ja jeszcze obiecałam corce miodownik (podrabiany, bo już pozno) a tesciowa sobie makowiec zazyczyla- ale to mąż z corka pod jej dowództwem pieką...
Nie pierwsze święta w tym składzie m, więc wiem mniej więcej co mnie czeka ale potencjał na niespodzianki tez jest. W zeszłym roku bylismy w górach we trójkę, pamiętam głównie błogość i nietypowe jedzenie (ale pyszne, i wcale mi nie brakowało karpia:) O I długie spacery zaśnieżonymi dolinami... w tym roku rodzinnie, bo rodzina ma swoje prawa i taka odmiana jest dobra. Ale myślę że kluczowe jest ze nie muszę tego co roku powtarzac. Dzięki temu cieszę się na te wszystkie okoloswiateczne atrakcje;)
Mnie jakoś nie ciągnie na jarmarkowe atrakcje. Nie mogę się zdecydować co bym chciała kupić, w końcu niczego nie kupuję. A teraz dodatkowo mi doszła niechęć do "tłumów". Ale obrazki z jarmarków oglądać lubię. Wesołych Świat z rodziną. 😍🎄💕
OdpowiedzUsuńJa tez prawie nic juz nie kupuje, ew. jedzenie... tlumy sa okropne, ciezko je lubic..
UsuńChętnie zapisze się na subskrypcję bloga. Podpowiesz, jak to się robi? Babok.
OdpowiedzUsuńGdybym tylko wiedziala, walcze z bloggerem i raczej nie wygrawam. Ale ja dodaje blogi do listy czytelniczej/Leseliste - niestety ogarniam to tylko ze strony i laptopa
UsuńJarmarki same w sobie lubię za barwność i świąteczną atmosferę, ale już tłumy ludzi mnie nie bawią. Ma to jednak swój urok, niezaprzeczalnie. Życzę pięknych i dobrych Świąt 💞
OdpowiedzUsuńTo za co je lubiny , przyciaga tlumy niestety... dziekuje za zyczenia
Usuń